czwartek, 16 marca 2017

#TBT NOLA





Nowy Orlean, Louisiana- na pewno jedno z najlepszych miejsc jakie do tej pory odwiedziłam. Miasto, które jest przepełnione magią. Raz zobaczone nigdy nie zostanie zapomniane, zawsze będę chciała tam wracać.

 Jestem wielką fanką serialu "The Originals", który był kręcony właśnie tam i pewnie jest to jeden z powodów, który czyni to miejsce dla mnie wyjątkowym. Przechadzanie się uliczkami, którymi spacerował Klaus Mikaelson, sprawdzanie miejsc, w których serial był kręcony było dla mnie fascynujące i ekscytujące. Nie tylko serial czyni to miejsce specjalnym, jego aura jest wyjątkowa. Gdzie kolwiek spacerujesz wszędzie czujesz jedzenie, które aż zachęca do wejścia do jednej  z restauracji. Z każdgo pubu słychać jazzowy live band, aż ciężko się oprzeć żeby nie wejśćć choć na chwilę, zatracić się, posłuchać dobrego jazzu i cieszyć się chwilą. Miasto, które słynie z Mardi Gras cały rok żyje jego aurą. W każdym sklepie można kupić kolorowe maski, które początkowo kojarzyły mi się z włoską Wenecją, teraz widząc je myślę- Nowy Orlean.



 Wszędzie pełno kolorowych koralików charakterystycznych dla Mardi Gras. Ludzie są pogodni, zawsze uśmiechnięci, chętnie rozmawiają, nie da się być smutnym będąc tam. Wszędzie na ulicach pełno tancerzy, tam nawet w środku tygodnia możesz zorganizować paradę z byle powodu i bawić się w najlepsze w biały dzień.
Jest to miasto, w którym po raz pierwszy w swoim życiu miałam przyjemność zobaczyć mecz futbolu amerykańskiego, byo to na pewno jedno z moich fajniejszych doświadczeń w USA.

    

Spędziłam tam dwa tygodnie i przez cały okres czasu mieszkałam na kampusie Tulane University, który swoją drogą jest przepiękny.

Na pewno jedna z bardziej charakterystycznych rzeczy, która utkwiła mi w pamięci to drzewo, które całe pokryte jest mardi gras'owymi koralikami, które studenci tradycyjnie wrzucają na konary (na szczęście) wracając z parad.


Tulane znajduje się na uptown, więc aby dostać się do centrum (downtown) miałam przyjemość korzystać z zabytkowej kolejki St. Charles Ave. Streetcar.
Jest to jedno z nielicznych miejsc na ziemi, które mogę wychwalać i o którym mogę opowiadać godzinami i zawsze będę wspominać o nim z szerokim uśmiechem na twarzy. Już nie mogę się doczekać aby ponownie tam pojechać. 


Przygotowałam dla was moją własną listę Top 10 miejsc w Nowym Orleanie i uważam, że każdy kto będzie miał okazję pojawić się w tym mieście powinien wszystkie je sprawdzić. 
Jest ich o wiele więcej, na pewno warto zobaczyć każdy zakątek tego miasta, biorąc pod uwagę to, że w 2005 r. w wyniku huraganu "Katrina" miasto zostało praktycznie doszczętnie zniszczone i efekty katastrofy widoczne są do dnia dzisiejszego. 

1. French Quarter 
2. Bourbon St.
3. Cafe du Monde
4. Audobon Zoo 
5. Mississippi River Bridge
6. Swamp tour (wycieczka łódką po bagnach, w których żyją m.in. aligatory)
7. La Petite Grocerie (koniecznie sprawdźcie Turtle Bolognese)
8. Mardi Gras World
9. Katedra St. Louis
10. Streetcar






niedziela, 12 marca 2017

Kylie Cosmetics


Dzisiaj przychodzę do was z recenzją pomadek stworzonych przez Kylie Jenner. Czyli przybliżę wam markę Kylie Cosmetics
Od kiedy firma Kylie pojawiła się na rynku cieszy się dużym zainteresowaniem, a grono fanów produktów oferowanych przez najmłodszą "kardashiankę" rośnie każdego dnia. 
Kiedy tylko jej kosmetyki pojawiły się w sprzedaży sama umierałam z ciekawości by sprawdzić czy i mi jej produkty przypadną do gustu. 




 "The Matte Liquid Lipstick has high intensity pigment for an instant bold matte lip. The extremely long wearing lipstick contains moisturizing ingredients for a comfortable, emollient and silky feel that does not dry out your lips" 

   - taki opis produktu znajdziecie na stronie internetowej. 



Jaka jest moja opinia?

Szczerze muszę przyznać, że nigdy nie byłam wielką fanką szminek, pomadek, błyszczyków i wszelkich kosmetyków do ust. Kylie zamieniła mnie w fankę malowania ust nr. 1. Teraz nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez pomadki na ustach i zawsze w mojej torebce znajduje się szminka od KC.
Uwielbiam gamę kolorów, którą oferuje Kylie Cosmetics, ponieważ idealnie sprawdzają się do noszenia na codzień jak i na wieczorne wyjście. Konsystencja szminek jest wodnista, dopiero po chwili od nałożenia zastygają i kompletnie matowieją. Nawet bez użycia konturówki optycznie powiększają usta. Ogromnym plusem jest jej trwałość, pozostaje na ustach niesamowicie długo i nie wymaga poprawek nawet po jedzeniu czy piciu. Po pierwszej aplikacji mam spokój na kilka godzin niezależnie od tego co robię. Większym problemem jest próba zmycia produktu, nie raz zajmuje mi kilka do kilkunastu minut zanim w 100% pozbędę się go z ust. 
Więc jeżeli chodzi o mnie trafiła w moje gusta i upodobania w 100% i jak dla mnie jak najbardziej warto zaopatrzyć się choćby w jeden zestaw od Kylie,
W skali od 1 do 10 ode mnie dostaje mocną 10. 









czwartek, 2 marca 2017

#TBT London


Trafalgar Square
        Cofnijmy się kilkanaście miesięcy wstecz, do czasu, gdy mieszkałam w Londynie.
Decyzja o wyprowadzce z Polski była nagła, spontaniczna i wszystko działo się bardzo szybko.
Zaraz po powrocie ze Stanów (gdzie byłam na wakacjach w Nowym Orleanie, LA) w Listopadzie 2015 roku wiedziałam, że chcę czym prędzej tam wrócić i wiedziałam, że pracując i mieszkając w Warszawie nie ma fizycznie możliwości żeby wrócić prędko, a za cel postawiłam sobie Marzec 2016 r. Zaczęłam więc rozmawiać z kolegom, który mieszka w Anglii i kilka dni później miałam kupiony bilet w jedną stronę- z Warszawy do Londynu.
     Przylatując do Anglii miałam zapewniony dach nad głową za uprzejmością kolegi, zero pracy i 170 funtów w portfelu, więc za ciekawie to to nie wyglądało. Decyzja o wyprowadzce z Polski była nagła, spontaniczna i wszystko działo się bardzo szybko. 
London Eye
            Pracę znalazłam po kilku dniach od przylotu, w samym centrum miasta, dosłownie 7-10 minut spacerem od słynnej Oxford Street i dzięki temu tak jak sobie założyłam, tak też się stało, w Marcu ponownie przyleciałam na wakacje do USA, gdzie z Washington'u DC pojechałam do Outer Banks w North Carolina i tam spędziłam Spring Break. 
Buckingham Palace

Buckingham Palace
                 Być może są to tylko moje odczucia, ale praca i życie w Anglii jest bardzo łatwe. W większości miejsc otrzymuje się tygodniową wypłatę, tak jak i w większości przypadków za mieszkanie płaci się tygodniowo, bardzo rzadko płaci się za miesiąc z góry. Te czynniki bardzo ułatwiły mi zbieranie pieniędzy na wyjazd do Stanów. Oszczędzanie na bilety zajęło mi zaledwie 3 tygodnie bez zbędnego odmawiania sobie czegokolwiek.
                  Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że kochałam życie w Anglii i, bardzo za tym tęsknie, ale cofając się do czasu kiedy na prawdę tam byłam było kompletnie inaczej. Pogoda była depresyjna przez większość czasu kiedy tam byłam, codziennie wstawałam o 6 rano do pracy, gdzie spędzałam 10,5 godziny dziennie i dodatkowo 5 godzin w każdą sobotę. Spędziłam w Londynie pół roku, w tym czasie przeprowadzałam się 4 razy, za każdym razem w kompletnie inną część Londynu, co niesamowicie utrudniało sprawę, gdyż Londyn jest ogromny i przemieszczenie się z jednego miejsca do drugiego zabiera sporo czasu i często też nerwów. Przez większość czasu byłam tam kompletnie sama, nie miałam z kim porozmawiać, z kim spędzić czasu po pracy czy w jedyny wolny dzień tygodnia- niedzielę. Więc prawda jest taka, że z dnia na dzień zamiast robić się łatwiej było mi tylko ciężej i ciężej, co spowodowało, że po powrocie z Washington'u postanowiłam czym prędzej wrócić z Anglii do Polski. W samolocie z USA do Anglii obmyślałam cały plan. Musiałam wrócić do Polski dokończyć prawo jazdy, które zaczęłam robić przed przeprowadzką, ale niestety przed wylotem do Londynu zdążyłam zdać tylko część teoretyczną, więc w Polsce czekała na mnie jeszcze część praktyczna. Zdecydowałam się na wyjazd jako Au Pair i wtedy też zdecydowałam się na agencję Au Pair Care, więc czekało mnie sporo pracy nad aplikacją w związku z czym byłam bardzo podekscytowana na powrót do kraju.
              Dosłownie po wylądowaniu, tego samego dnia przeprowadziłam się po raz trzeci- z Brixton na Wood Green, było to spowodowane dużym konfliktem między mną, a moim współlokatorem, wtedy zaczął się dla mnie czas, który zapowiadał się jako najcięższy. 
  Zostało mi raptem kilka tygodni w Londynie, nie miałam mieszkania, przez 3 tygodnie mieszkałam u dziewczyny, którą poznałam przed wylotem, bo musiałam znaleźć do pracy kogoś kto przez okres mojej nieobecności mnie zastąpi. Musiałam wykombinować coś na resztę czasu i im mniej czasu mi zostawało tym bardziej traciłam nadzieję. Dwa dni przed moją musową czwartą przeprowadzką odezwał się do mnie stary znajomy którego poznałam, gdy mieszkałam w Krakowie (czasy liceum), który jak się okazało mieszkał ode mnie 15-20 minut i zaoferował mi mieszkanie na moją końcówkę londyńskiej przygody. 
Czas, który wydawał mi się być najtrudniejszym i najcięższym do przetrwania okazał się najlepszym czasem jaki spędziłam w UK. Do tego stopnia, że próbowałam przebookować bilet do Polski co niestety mi się nie udało. W drodze na lotnisko zalewałam się łzami, że wcale jednak nie chcę wracać. Nagle pokochałam miasto, którego nienawidziłam i dziś z przyjemnością bym tam wróciła.